Znudziło mi się starzenie

Pamiętacie, jak żyliście w przeświadczeniu, że życie dzieli się na etapy? W wieku 20 lat będziecie imprezującymi studentami, po studiach zacznie się poważne życie, a do trzydziestki doczekacie się dzieci i drugiej połówki – pewnie mniej więcej takie cele kształtowały się w Waszej wyobraźni podczas dojrzewania. Czy zdaliście sobie już sprawę, jak bardzo się myliliście?

Ze śmiercią jej do twarzy

Sam nie przeżyłem żadnego ze wspomnianych wyżej etapów tak jak trzeba. Łapała mnie frustracja. Zaoczne studia bez imprez. Brak świadomości, że to, czym się zajmuje, różni się od tego, co robiłem jako nastolatek. Stan cywilny: wolny. Co to za życie, w którym nic nie układa się tak, jak zdawałoby się w podstawowym wzorze na dorosłość!? Na odpowiedź musiałem poczekać. W tym czasie trwałem w żalu, że to tak się dzieje. O dziwo działanie miało w dupie to, co sobie myślałem. Nieświadomie i powoli dochodziłem do etapu w życiu, w którym nie ma miejsca na wszelkie negatywne odczucia związane ze starością. Upływający do trzydziestki czas zmienił się w zdobywanie doświadczeń, a nie zbliżanie się do skapcanienia. Tak w wieku 28 lat zostałem znów 24 latkiem (tyle lat dają mi nowo poznane osoby).

Nie mam czasu na starzenie się

Pewna osoba powiedziała mi, że szczęśliwy człowiek to taki, który jest blisko siebie. Te słowa sprawiły, że zacząłem przestawiać swoje myślenie. Na co mi wzory, w których gubię poczucie tu i teraz? Czas ułożyć swoją strategię!… W sumie to nie. To też nie jest dobre rozwiązanie. Nawet w najlepszym planie nie jesteśmy w stanie założyć, kiedy życie przywali nam trudnymi chwilami, a żeby żyć nie możemy zamykać się w bańce, a przeżywać wszystko, co los przyniesie. Życie boli. Nie oznacza to, że ma tylko jedno oblicze, a to, że cierpienie jest jedną z jego wartości. Tak wartości – bo żeby wiedzieć, jak jest dobrze trzeba poznać drugie oblicze tej sytuacji. Taka świadomość sprawi, że dołki zostaną delikatnym zejściem, a sztorm spowoduje nie zniszczenie, a przebudowanie naszego myślenia. Żeby być szczęśliwym, kiedy zapuka starość (ta w cudzysłowie i ta realna) musimy umieć swoje cele przestawiać na drugi plan i dostosowywać ich realizację do sytuacji, a nie marnować energii na spełnienie marzeń niezależnie od wszystkiego. Żeby dojść do tego, czego chcemy musimy korzystać z szans, które przynosi nam życie i tych, które sami sobie stworzymy. Musimy jednak mieć z tyłu głowy, że nie jesteśmy głównymi rozgrywającymi.

Zawsze chciałeś…? Teraz zrób!

Moją ważną pasją w dzieciństwie był taniec. Nie chodziłem na kursy, ale uwielbiałem to zrobić. Dziś trenując go od czterech lat, stałem się tańczącym facetem, którym chciał być mały Maciek 😉 Możemy wszystko dopóki mamy na tyle fantazji, żeby dostosować się do tego, co nas spotyka, zwracając uwagę na to, co możemy w danym momencie zyskać. Musimy pracować tak jak reżyser na planie – brać to, co najlepsze z aktorów, którzy zdecydowali się grać w naszym filmie, a kiedy wali się budżet szukać bez histerii nowych producentów, którzy pomogą w realizacji projektu. Nie możemy być jak rozkapryszona gwiazda, która kręci sceny tylko wtedy, kiedy są odpowiednie dla niej warunki, bo wtedy nasza kariera będzie trwała krótko, a jedynymi osobami w okół będą asystenci, którzy są tylko po to, żeby poprawić nam humor, bo inaczej będziemy nieznośni i uzyskać coś na znajomości z nami.

Na koniec dam Wam bombę motywacji w postaci trzech rozmów, które mi pomogły.



Rozmowa Agnieszki Chylińskiej z Magdaleną Mołek. Kliknij!