#Jestem_NIM – Jak przetrwać rok szkolny, kiedy nie masz na kogo liczyć?

Obejrzałem ostatnio vlog Weza o jego doświadczeniach z przemocą w szkole. Postanowiłem sam wypowiedzieć się na ten temat, bo dotyczy on również mnie. Niedawno rozpoczął się rok szkolny i myślę, że takie wyznanie może pomóc uczniom, którzy obecnie spotykają się z agresją ze strony swoich rówieśników lub są wykluczeni ze swojego otoczenia. 

jestemnim

Zanim opowiem Wam moją historię, chciałbym wyjaśnić, co oznacza tag #Jestem_NIM, którego użyłem w tytule posta. Jest to forma mojej solidarności z ofiarami przemocy. Dlaczego jestem nim? Bo tak właśnie nazywane są osoby, które doświadczają agresji w szkole. Nie są naszym kolegą, ani tym spoko gościem z innej klasy. Są bezosobowym nim lub nią.

Zanim uśmiechnąłem się naprawdę

Od drugiej klasy szkoły podstawowej byłem ofiarą przemocy. Powodami tego był mój brak umiejętności sportowych i nieprawidłowy wygląd. Za pierwszy byłem odrzucony przez chłopaków w moim wieku, a za drugi byłem szykanowany przez starszych kolegów. Trwało to z przerwami przez 7 lat. Nauczyciele nie reagowali, a koledzy z klasy albo mieli ze mnie ubaw, albo uważali, że problem nie istnieje. Rodzicom niewiele o tym mówiłem, bo łatwiej było mi udawać, że wszystko jest ok. Wiedziałem, że nie zmienię tej sytuacji, więc próbowałem stworzyć z niej normalność. Zamknięcie mnie na siłę w szatni? Widocznie tak było śmiesznie. Wyśmiewanie tego, że jestem gruby i mam dziwną twarz? Nic szczególnego. Popychanie mnie na schodach? Przypadek. Mimo, że było mi mega przykro, to wolałem ignorować te zdarzania. Po pierwsze, dlatego, że mogłem przynajmniej udawać, że nie ma problemu i czuć się jak reszta rówieśników. Po drugie bałem się, że ktoś komu o tym opowiem nic z tym nie zrobi, co nawet raz niestety się stało, kiedy nie wytrzymałem i zwierzyłem się nauczycielce.

Najlepiej czułem się, kiedy miałem nad wszystkim kontrolę, a miałem ją tylko wtedy, gdy byłem sam. Na szczęście poza mankamentami zostałem obdarowany talentami. To poza życiem w iluzji i muzyką było moim lekarstwem. Najpierw uciekałem w rysowanie, potem w pisanie wierszy. Budowałem swój świat, w którym wszystko kręciło się wokół mnie. Wyobraźnia stawała się dla mnie ważniejsza niż to, co działo się w realu. Lunatykowałem tak do skończenia 19 lat. Zdałem sobie wtedy sprawę, że potrzebuję to wszystko poukładać i przez 6 lat uczyłem się siebie i tego jakie chciałbym tworzyć relacje z innymi.

Dziś nadal jestem chłopcem do bicia

Brzmi to dosyć przykro, ale nie oznacza, że tkwię w przeszłości. Chcę przez to jedynie powiedzieć, że doświadczenia z dzieciństwa zostają w nas na zawsze. Miały duży wpływ na to, jaki jestem dziś. Wspominam o tym, żeby przekazać, że życie to nie bajka i nie da się o niczym zapomnieć. Można natomiast nauczyć się z tym żyć.

Już wszyscy wrogowie we krwi, a ja pragnę ich wskrzesić i wybić od nowa – słowa te pochodzą z piosenki Julii Marcell Tarantino. Według mnie cytat ten świetnie opisuje moje obecne odczucia do wspominanych przeżyć. Rozumiem go tak, że dziś jestem silniejszy, bo moi wrogowie wypełnili moją krew odwagą i umocnili mnie w mojej ścieżce na tyle, że już się ich nie boję tak jak wtedy. Mimo braku sprzeciwu z mojej strony na takie traktowanie nie czuję się przegrany. Nie mam do siebie żalu, że się nie sprzeciwiałem. Jestem dumny, że ignorowałem to i nie dałem się zmiażdżyć tylko szedłem pod prąd. Dziś jestem w całkiem fajnym miejscu. Uczę się, czerpać siłę z tego, że nie jestem typowym facetem. Nadal jednak z trudem buduję relacje z ludźmi, bo ciężko jest innym mnie zrozumieć, a i ja nie pozwalam wszystkim do siebie dotrzeć. Z jednej strony dramat, a z drugiej, jak ktoś już się do mnie przekona to mogę być prawie pewien, że zostanie przy mnie na dłużej.

Wyobraźnia to moja prywatna subkultura

Być może wyda się Wam to dziwne, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby dostosować się w końcu do innych i ukryć się w tłumie. W wieku 13 lat zacząłem szydełkować. W 2011 roku założyłem bloga. Kombinuję z modą, chodzę w swoich projektach. Uczestniczyłem w warsztatach z rysunku żurnalowego, stylizowania sesji zdjęciowych, przerabiania ubrań. Chodzę na kurs hiphopu. Jestem wolny i robię swoje. To ma jednak dwie strony medalu. Ta przyjemna wiąże się z tym, że mogę robić, co chcę, bo nie mam wyuczonych ograniczeń. Nigdy nie odczułem na przyzwoitym poziomie tego, że jestem częścią czegokolwiek. Mierzę się od dziecka z tym „co ludzie powiedzą” i mimo, że nadal spotykają mnie przykrości to mnie to nie hamuje. Nie uważam, tego do końca za przejaw mojej odwagi. Jestem po prostu nauczony, że czuję się bardziej komfortowo, kiedy jestem inny. Z tym wiąże się właśnie ten trudniejszy aspekt bycia mną. Tam, gdzie inni czują się dobrze, ja czuję się nienaturalnie i wymaga to czasu, abym się oswoił. Niektórzy zarzucają mi potrzebę wyróżniania się i chęć ciągłego bycia w centrum. Tak naprawdę jednak nie chodzi tu o bycie zauważalnym, a po prostu zapewniam sobie dobre samopoczucie np. niecodziennym ubiorem czy pofarbowaniem sobie części włosów na zielono. Czuję się wtedy sobą.

Mój styl pomógł mi uporać się z problemami

Dobieranie ciuchów po swojemu interesowało mnie od dziecka. Jako siedmiolatek potrafiłem na przykład pokłócić się z mamą o spodnie, które chciała mi ubrać do szkoły. Myślę, że w dużej mierze było to związane tym, że w szkole byłem wytykany palcami za to jak wyglądam, więc uznałem, że muszę coś z tym robić. Nie potrafiłem ogarnąć problemów wynikających z prześladowania, więc zacząłem szukać ukojenia w ubraniach. Dużo łatwiej pracowało mi się na materiałach, niż na zagubionym nastolatku, którym byłem. Dzięki temu, co zakładałem na siebie od razu mogłem stawać się kimś, kim tylko chciałem. Inspirowałem się subkulturami. Byłem hiphopowym ziomem pomieszanym z fanem rocka. Mogłem należeć do środowiska na moich prawach. Przez moją pracę nad stylem wzmocniłem cechy, które mogły się spotkać z uwagą i pozytywnym odbiorem otoczenia, a wyrzuciłem te obrazujące moją słabość. Tak stałem się zakręconym supermenem w kolorowych ciuchach, które stały się nierozerwalną częścią mnie. Poza przykrywką dla moich problemów, chciałem, żeby mój wygląd obrazował to, co mam w środku. Nie chciałem być ładnym obrazkiem, a dziełem z duszą. Jako, że od dziecka interesuję się sztuką, równocześnie z rozwojem pasji związanych z tworzeniem coraz częściej dawałem upust swojej wyobraźni również w tym, co na sobie noszę.

Teraz Ty!

Piszę to dla Ciebie, aby dodać Ci otuchy i odwagi, że cierpienie napotkane w szkole może później przekuć się w całkiem ciekawe życie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to niesprawiedliwe i bardzo bolesne, że niektórzy z nas muszą być narażeni na takie przeżycia. Jednak z mojego punktu widzenia można z tego koszmaru wyjąć dobrą lekcję. Mimo, że czasem męczą mnie konsekwencje wyrządzonych mi krzywd to czuję, że ta historia ma w moim przypadku całkiem przyjemne zakończenie. Twoja też takie będzie miała. #Jestem_NIM tak jak Ty.

PS: Jeśli czujesz się solidarny z ofiarami przemocy szkolnej, wyraź to na Instagramie, profilu na Facebooku lub na swoim blogu używając tagu #Jestem_NIM #Jestem_NIĄ. Możesz dodać np. swoje zdjęcie z dzieciństwa tak jak ja.

Post udostępniony przez Facet z szydełkiem w ręku. KRK (@maciek_dzierga)