Prezent dla Margaret: Oh when my heart…

I always have a beat banging hard in my speakers. Making DJ’s deaf from here to Paris – to mój ulubiony cytat z piosenki Heartbeat, przez którą moje serce zabiło do Margaret z mega mocą. Wcześniej oczywiście chciałem jej bardzo podziękować, zastanawiając się przy tym, jak się ma, kiedy jest nawalona, by później rozpalić z nią ogień. Teraz postanowiłem zagrzać dla niej szydełko i przygotować prezent. Co to było i dlaczego akurat teraz o tym pomyślałem? Zapraszam do lektury.

Zgodnie ze wspominanymi na początku słowami piosenki, muzyka jest ze mną wszędzie. Albo jej słucham, albo oglądam teledyski. Towarzyszy mi nawet wtedy, kiedy wychodzę na szybkie zakupy. Jak to się ma do Margaret? Jej twórczość zdecydowanie pasuje do mojego rytmu i ostatnio nałogowo słucham najnowszej płyty Monkey Business. Cuz it’s you i Byle jak są idealne na spacer, Future me problem rozbudza mnie z rana, a przy Color of you pracuję nad moim dancehallowym feelingiem. Swoją drogą przyznam się, że do tej pory znałem głównie single. Przełom nastąpił podczas ostatnich dni tegorocznych wakacji na zlocie fanów, na który postanowiłem się wybrać do Warszawy.

IV zlot fanów Margaret – przygotowania

Takiej spontaniczności się po sobie nie spodziewałem. Niecały tydzień przed zlotem, od razu po tym, kiedy się o nim dowiedziałem, zdecydowałem się na niego pojechać. Oczywiście nie mogłem się tam wybrać z pustymi rękoma. Zacząłem więc projektować prezent. Szukałem inspiracji na Pintereście i przeglądałem stylizacje Margaret. Uznałem w końcu, że w związku ze zbliżającą się jesienią wydziergam dla niej czapkę z jej pseudonimem w kolorach okładki płyty Monkey Bussiness.

Postawiłem sobie nie lada wyzwanie, bo poza żółtym tłem, zdjęcie artystki obrobione jest fioletowoniebieskim gradientem. Gdzie ja znajdę taką włóczkę? – pomyślałem. O dziwo jednak wystarczyła jedna wizyta w sklepie e-dziewiarka. Od tego momentu lubię to miejsce jeszcze bardziej 😉 Prace nad czapką trwały 5 dni. Wszystko szło sprawnie do skończenia napisu. Potem musiałem trochę pokombinować, by projekt dobrze układał się na głowie. Udało się. Prezent gotowy, ale co z opakowaniem? Uznałem, że nie mogę spakować go w papier, torebkę czy pudełko. To musiało być coś wyjątkowego. Zdecydowałem, że przerobię plastikową kulę do bombek w nagrodę muzyczną a la statuetka Viva Comet z wyklejoną brylancikami literą M.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

W cztery oczy z Margaret

Punktualnie o 11.30 wpuszczono nas na teren klubu Iskra, gdzie odbywało się wydarzenie. Pierwszym punktem imprezy było podpisywanie autografów. Każdy z fanów mógł usiąść obok Margaret i zamienić kilka słów. Ustawiłem się więc w kolejce. Mimo, że przyjechałem do Warszawy sam, to na spotkanie z artystką czekałem już z moimi nowymi znajomymi – Olą, jej córką Kingą oraz jej koleżanką Patrycją. Zabawę mieliśmy przednią i sporo gadaliśmy w oczekiwaniu na naszą kolej. Jako, że dziewczyny były ciekawe, jak zareaguje Margaret na prezent, puściły mnie przed siebie. I stało się. Wręczyłem Margaret bombową czapkę. Gosia zaskoczona nie wiedziała, jak otworzyć pudełko, więc jej w tym pomogłem. Następnie krótko pogadaliśmy, uściskałem ją i wziąłem od niej autograf. Na koniec Margaret powiedziała, że ma nadzieję, że minie trochę czasu zanim będzie mogła nosić czapkę. Teraz się śmieję, bo jak widać po zmiennej pogodzie ten moment może nastąpić znacznie szybciej ;). Poniżej zdjęcia wykonane przez Olę oraz Kubę Zielińskiego.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Po rozdaniu autografów, organizatorzy przygotowali konkurs z wiedzy o Margaret oraz mecz w siatkówkę. Ostatnim punktem zlotu był koncert. Podczas niego mogliśmy usłyszeć kawałki z najnowszej płyty oraz, co ciekawe, piosenki z początku kariery Margaret, kiedy nie była jeszcze znana szerszej publiczności. Jednym z utworów był niesamowity Spell of rain, który możecie posłuchać, oglądając video poniżej.

Był to to mój pierwszy zlot fanów, w którym brałem udział. Mega mi się podobało. Na uwagę zasługuje kameralny charakter imprezy i brak dystansu między Margaret a fanami. Panowała przyjazna atmosfera i osoby, które przyjechały mogły się zintegrować. Myślę, że to ważne, żeby móc spędzić czas ze „swoimi”.